| Urzekająco piękna strata - Jak praktycznie tak 'tracić', by zyskać? |
|
|
|
Strona 3 z 3
Jak praktycznie tak 'tracić', by zyskać? Chrystus Pan osobiście nie potrzebuje dzisiaj, by Go namaszczać olejkiem. Uwielbiony siedzi w chwale na prawicy Ojca. Jak więc praktycznie można dzisiaj tak 'tracić', aby zwróciło to uwagę Pana? Wokół nas wielu ludzi, którzy jak Jezus w przeddzień męczeńskiej śmierci – pragną choć przez chwilę odczuć, że ktoś ich bezinteresownie kocha i jest gotów coś dla nich zrobić. Coś niekoniecznie zdroworozsądkowego. Pan powiedział: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych braci moich, mnie uczyniliście" [Mt 25,40]. Mam więc propozycję: Z miłości, ze względu na Pana, zrób coś, co innym rozjaśni horyzont. Zdobądź się na kroki, które większość nazwie głupotą, a Pan uzna za wzniosłe i godne pochwały. Daj innym zobaczyć urzekające piękno 'straty'. Pogódź się z tym, że w oczach świata będziesz tracić. Nie pozwól, żeby nawet twój własny rozum zawsze był ostatecznym arbitrem w tych sprawach. Prawdziwa, fascynująca miłość nie poddaje się takiemu arbitrażowi.
Potrzebny ci jakiś przykład? Oto Noemi – życiowo przegrana wdowa, która na obczyźnie pochowała męża, dwóch synów i wszystko straciła. Z takimi pechowcami to nikt już chyba nie chce mieć do czynienia! Jest jeden wyjątek. Oto młoda kobieta, jej synowa, Rut – z miłości do teściowej zostawia swój naród, swoje środowisko; koleżanki, krewnych, zwyczaje i idzie z nią do ziemi judzkiej. Z pewnością słyszała rady zdrowego rozsądku: Uciekaj od niej! Jeżeli chcesz w życiu coś osiągnąć – trzymaj się od niej z daleka! Lecz Rut niczym nie daje się zniechęcić! "Nie nalegaj na mnie, abym cię opuściła i odeszła od ciebie; albowiem dokąd ty pójdziesz i ja pójdę; gdzie ty zamieszkasz i ja zamieszkam; lud twój - lud mój, a Bóg twój - Bóg mój. Gdzie ty umrzesz, tam i ja umrę i tam pochowana będę. Niech mi uczyni Pan, cokolwiek zechce, a jednak tylko śmierć odłączy mnie od ciebie" [Rt 1,16–17]. Co za urzekająco piękna 'strata'! Dzięki temu Noemi na stare lata znowu zaczęła się uśmiechać a na kolanach trzymała wnuka, który miał później stać się dziadkiem króla Dawida! Inna ilustracja: Oto w zborze jerozolimskim, gdzie naśladowcy Jezusa nie mieli lekko, zrodził się piękny pomysł na wsparcie współwyznawców. Powodowani miłością braterską bogatsi bracia sprzedawali domy albo ziemię, ażeby w zborze nie było nikogo, kto cierpiałby niedostatek. "I tak, Józef, nazwany przez apostołów Barnabą, co się wykłada Syn Pocieszenia, lewita, rodem z Cypru, sprzedał rolę, którą posiadał, przyniósł pieniądze i złożył u stóp apostołów" [Dz 4,36-37]. Co za gest!? Dla jednych wielka głupota, a w oczach Pana coś wyjątkowo wielkiego! Jakiś współczesny przykład? Wielu ludzi ubogich nie ma mieszkania. Nie mają żadnych szans, by je kupić. Ileś lat temu w Kaliszu właściciel firmy produkującej napoje zrobił coś urzekająco pięknego. Wybudował w centrum Kalisza dom z 26 mieszkaniami za 2,5 miliona złotych, poprosił miejskich pracowników socjalnych o wytypowanie najuboższych rodzin i aktem notarialnym 'sprzedał' im te mieszkania, każde za złotówkę. Widziałem łzy szczęścia w oczach tych ludzi. W dwudziestu sześciu rodzinach życie stało się piękniejsze. Mam w zanadrzu jeszcze kilka innych przykładów takich uroczych gestów, gdy wspaniałomyślni ludzie zrobili coś oszałamiająco pięknego. Sam kilka razy miałem 'głowę namaszczoną' takimi czynami. Czyny i gesty motywowane miłością podlegają rozbieżnym ocenom. Gdy Zenon Sroczyński rozdał mieszkania wielu ludzi zostało poruszonych jego gestem i radowało się z obdarzonymi. Byli jednak tacy, którzy na tyle zazdrościli tym szczęśliwcom, że nie potrafili się z nimi cieszyć, a gest właściciela Helleny skwitowali kilkoma kąśliwymi uwagami. Gdy babcia oddaje wnuczkowi połowę emerytury, gdy ojciec spłaca dług syna, gdy matka nadstawia głowy za błędy córki a żona przez lata znosi grubiaństwo męża – jednych oburza to bardzo, innych zaś niemal urzeka. Nie da się ujednolicić stanowisk w tych sprawach. Jeśliby kto chciał oddać za miłość całe swoje mienie, to czy zasługuje na pogardę? W ocenie wyrachowanych racjonalistów najprawdopodobniej tak, ale na pewno nie w oczach Pana! Ktoś taki w oczach Pana zyskuje i ma pochwałę! Przyjaciele! Ostatecznie chodzi o to, aby całe swoje życie oddać Panu. Całkowicie je 'stracić' dla Niego! "Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je" [Mt 10,39]. Ekonomia racjonalnego myślenia głosi: Zachowuj swoje życie, żeby go nie stracić. Ekonomia miłości poucza: 'Trać' swoje życie dla Pana, bo tylko w ten sposób możesz je zachować. Ciekaw jestem, którą pójdziesz drogą?
© Marian Biernacki |