| Prosty sposób na świętość |
|
|
|
Strona 1 z 3
Wydaje się, że jest to normalne i słuszne dążenie. Zgadzamy się przy tym na to, że pewne czynności najpierw musimy wykonywać pod okiem instruktora, ale potem już chcemy działać samodzielnie. Tak jest na przykład z kursem na prawo jazdy. Chodzi w nim tylko o to, aby przygotować się do samodzielnej jazdy. Któż chciałby całe życie jeździć z instruktorem? Autor: Marian Biernacki Nie wszystko jednak można wykonywać samodzielnie i w pojedynkę. Są takie czynności życiowe, których nie można robić samemu. Ot, choćby zwykła rozmowa. Co byśmy powiedzieli o człowieku, który zaczął sam ze sobą rozmawiać? Rozmowa wymaga udziału przynajmniej dwóch osób i obyśmy nigdy nie usamodzielnili się do tego stopnia, aby ją prowadzić w pojedynkę. Do takich czynności, w których Bóg nie przewidział dla nas nigdy samodzielnej jazdy, należy uświęcenie. Świętość – to ustanowiony przez Boga standard dla wszystkich zbawionych. "Świętymi bądźcie, bom Ja jest święty!" Bóg jest święty, człowiek natomiast jest grzeszny. Naturalnie rzecz biorąc, znajdujemy się na przeciwległym biegunie. Świętość jest obca naszej skażonej naturze. Bóg wzywa nas jednak do uświęcenia. "Albowiem nie powołał nas Bóg do nieczystości, ale do uświęcenia" [1Ts 4,7]. "Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana" [Hbr 12,14]. Co robimy, słysząc takie słowa? Podejmujemy to Boże wezwanie i zaczynamy uświęcać swoje grzeszne życie. Trudzimy się, staramy, aby w końcu dojść do przygnębiającego odkrycia: Wciąż nie jestem święty! To jest dla mnie nieosiągalne! Słusznie! Człowiek bowiem nie jest zdolny do samodzielnej świętości. Dowody? Czasem myślimy, że gdyby z naszego miasta zniknęliby wszyscy grzesznicy, to byśmy prowadzili święte życie. Nie zapominajmy, że Bóg tak kiedyś zrobił. Gdy grzeszność ludzi sięgnęła zenitu – zesłał potop i zmiótł wszystkich. Praktycznie oczyściło to ziemię z grzechu. Został tylko porządny Noe i jego najbliżsi. Ale potop nie rozwiązał problemu. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobił Noe było to, że się upił i leżał nagi. Tak, wszystko zaczęło się od nowa, ale niestety po staremu. Niewystarczalność Prawa A może przyczyna tkwi w braku dobrego prawa? Otóż nie. Bóg utworzył z potomków Abrahama nowy naród i nadał mu doskonałe prawo, aby nikt nie musiał się domyślać, co jest dobre, a co złe. "Uświęcajcie się i bądźcie świętymi, gdyż Ja, Pan, jestem Bogiem waszym. Będziecie przestrzegać moich ustaw i wypełniać je; Jam Pan, który was uświęcam. [...] Będziecie mi więc świętymi, bo Ja jestem święty, Ja, Pan i oddzieliłem was od innych ludów, abyście byli moimi"[3Mo 20,7–8.26 ]. Owszem. Gdyby ktoś wypełnił cały zakon, stałby się przezeń święty. "Tak bowiem Mojżesz pisze o usprawiedliwieniu, które jest z zakonu: Człowiek, który spełnił zakon, przezeń żyć będzie" [Rz 10,5]. Niestety, Zakon nie uczynił Izraela świętymi ludźmi. Praktycznie Zakon wykazał tylko to, że człowiek jest niezdolny do wypełnienia prawa Bożego i bycia świętym.
Rozumiecie? Sama litera prawa nie wystarczy. Potrzebny jest kontakt z żywym reprezentant tego prawa. Nic nam nie da sama znajomość przykazań kościelnych. "Są to tylko przykazania i nauki ludzkie. Mają one pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi, w poniżaniu samego siebie i w umartwianiu ciała, ale nie mają żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów" [Kol 2,18–23]. Stało się jasne, że potrzeba czegoś więcej, niż tylko litery zakonu. Nie dlatego, że zakon był zły, ale dlatego, że człowiek z natury jest zły i nie jest w stanie samodzielnie żyć świętym życiem. "Wiemy bowiem, że zakon jest duchowy, ja zaś jestem cielesny, zaprzedany grzechowi" [Rz 7,14]. Zgodnie z planem Bożym, zakon nie miał na celu nic więcej, jak tylko to, aby doprowadzić nas do Chrystusa, czyli do Osoby, do Boga żywego. "Tak więc zakon był naszym przewodnikiem do Chrystusa, abyśmy z wiary zostali usprawiedliwieni" [Ga 3,24]. |