| Nowe narodzenie - czym jest i dlaczego jest konieczne? |
|
|
|
Strona 1 z 3
W biblijnym tekście, który o tym mówi, Jezus oznajmia, że jeśli ktoś nie narodzi się na nowo, nie ujrzy Królestwa Bożego. Autor: J.C. Ryle (1816-1900) Grzeszniku, kimkolwiek jesteś – mężczyzną czy kobietą, chłopcem czy dziewczyną, zwróć na to uwagę! Nie ma zbawienia bez narodzenia się na nowo! Chrystus zapewnił nam wszystko: zapłacił cenę za nasze odkupienie, dla nas żył i dla nas zmartwychwstał. Jednak nie przyniesie nam to żadnego pożytku jeśli to dzieło nie dokona się w nas: musimy się na nowo narodzić. Konieczność nowego narodzenia Dlaczego konieczna jest przemiana serca? Odpowiedź jest krótka i prosta. Jest to konieczne ze względu na wrodzony grzech, który jest częścią natury każdego z nas. Rodząc się, nie przychodzimy na świat z umysłem czystym i niewinnym, ale skażonym i grzesznym. Ukazujemy nasz pociąg ku złu, kiedy tylko jesteśmy w stanie to uczynić. Biblia zgodnie z prawdą mówi o tym, że „oto urodziłem się w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka moja” (Ps. 51:7). Na początku było inaczej. Pierwsi rodzice, Adam i Ewa, zostali stworzeni jako święci, niewinni, wolni od grzechu, bez skazy i winy. Kiedy Bóg siódmego dnia odpoczął po stworzeniu świata, ogłosił, że ludzie, tak jak całe jego dzieło, byli bardzo dobrzy (I Mojżeszowa 1:31). Jednak, ze szkodą dla nas wszystkich, Adam złamał Boże przykazanie i stracił bliską relację ze swoim Stwórcą. Zaprzepaścił to, że został stworzony na podobieństwo Boga i oddalił się od Niego W efekcie my, jego potomkowie, przychodzimy na świat skażeni grzechem. Jesteśmy naznaczeni grzeszną naturą Adama. Czy można w to wątpić analizując naszą naturę?
Z natury nie kochamy duchowych praw Królestwa Bożego. Być może nie przeciwstawiamy się otwarcie konieczności ich przestrzegania, i ze złością zaatakowalibyśmy każdego, kto zasugerowałby ich odrzucenie, ale nie znajdujemy w nich prawdziwej radości. Pełnienie woli Bożej nie jest naszym pokarmem (por. Ew. Jana 4:34). Z natury kochamy naszą własną drogę, nasze własne pragnienia i to jest nasze jedyne prawo. Oddajemy się swoim własnym przyjemnościom i szukamy własnych zysków, a temu, który nas stworzył i odkupił poświęcamy jedynie skrawki naszego czasu. Z natury nie oceniamy siebie według Bożych standardów. Czy ktoś sam z siebie może przyjąć Kazanie na Górze (Ew. Mateusza 5:1 – 7:49) za regułę, według której będzie żył? Czy są tacy, którzy podziwiają ubogich w duchu, tych, którzy się smucą, cichych, tych, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, miłosiernych, ludzi czystego serca, pokój czyniących czy tych, którzy cierpią prześladowania z powodu sprawiedliwości? Takimi właśnie ludźmi świat pogardza. Są oni uważani za nic w porównaniu z radosnymi lekkoduchami, którzy lubią się napić i głośno śpiewać sprośne piosenki. A jednak, to tych pogardzanych Jezus nazywa błogosławionymi. Czy jest ktoś, kto w naturalny sposób postrzega grzech, tak jak naucza o nim Jezus? Jak niewielu uważa pijaństwo i cudzołóstwo za grzechy zasługujące na potępienie. A tak właśnie naucza Biblia. Niewielu też uzna złość bez przyczyny za równie złą jak morderstwo, a pożądliwe patrzenie za równie złe jak cudzołóstwo! Takie jest jednak nauczanie Jezusa (Ew. Mateusza 5:37 – 28). Gdzie są ludzie, którzy pragną kochać swoich wrogów, błogosławią tych, którzy ich nienawidzą i modlą się o tych, którzy ich prześladują? Taka jest jednak zasada ustanowiona przez Jezusa. Skąd więc taki rozdźwięk pomiędzy ludzkimi, a Bożymi standardami? Z całą pewnością są to dwa różne światy . Z natury nie pragniemy oddawać chwały Bogu. Nie sprawia nam przyjemności rozmowa o Nim. Sprawy tego świata absorbują nas nieporównywalnie bardziej i niewiele jest osób, pośród których rozmowa o Chrystusie i niebie, nie kończy się szybko zapadnięciem niezręcznej ciszy! Niektórzy swoje postępowanie tłumaczą złym przykładem wyniesionym z domu, inni obwiniają brak wykształcenia, jednak zło zakorzenione jest dużo głębiej: „co się narodziło z ciała, ciałem jest” (Ew. Jana 3:6). Jedynym rozwiązaniem jest przemiana natury człowieka. Złe drzewo może rodzić tylko złe owoce, a korzeniem zła jest nieprzemienione serce. Z natury nie nadajemy się do przebywania w chwale Królestwa Jezusa Chrystusa. Rodzaj życia, które prowadzimy, sprawy, w które się z przyjemnością angażujemy, pragnienia, które staramy się zaspokoić, nasze poglądy – wszystko to świadczy o tym, że z natury nie pasujemy do dziedzictwa, które ma być udziałem prawdziwych dzieci Bożych. Osoba, której natura nie została przemieniona, nie szuka świętości we wszystkich sferach życia. Jak więc mogłaby znaleźć się w miejscu, do którego nie wejdzie „nic nieczystego ani nikt, kto czyni obrzydliwość i kłamie” (Obj. 21:27). W jaki sposób mogłaby stanąć w Bożej obecności? Jeśli ktoś nie znajduje przyjemności w modlitwie, czy uwielbieniu Boga na ziemi, jak mógłby znaleźć radość w niebiańskim uwielbieniu, gdzie przed tronem Bożym widziane przez Jana postaci „nie odpoczywając ani w dzień, ani w nocy śpiewały: ‘Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmocny, który był i który jest, i który ma przyjść’” (Obj. 4:8)? Ludzie cieleśni nie uznają tego, że mogą zbliżyć się do Boga, przez Jezusa Chrystusa, tak aby chodzić z Nim i mieć z Nim bliską relację, za zaszczyt. Jak więc może być dla nich szczęściem to, że będą na zawsze przebywać z Barankiem w Bożej obecności? Kiedy nie idą śladami świętości mężczyzn i kobiet z poprzednich pokoleń i nie znajdują zachęty w przykładzie ich wiary i wytrwałości – jak mogliby dołączyć do grona tych świętych? Przeżywszy życie pełne diabelskich i ziemskich przyjemności, jakie powitanie mieliby usłyszeć z ust Abrahama, apostoła Pawła, czy też innych świętych, którzy w swoim czasie stoczyli dobry bój wiary? Niestety! Nieprzemieniony człowiek w niebie byłby najnieszczęśliwszą istotą. Nie mógłby oddychać tym niebiańskim powietrzem, a przebywanie w atmosferze radości i miłości byłoby dla niego nieznośne. Nie pasowałby do grona świętych, tak jak zwierzę nie pasuje do towarzystwa ludzi. Podczas gdy oni pragnęliby doznań duchowych, on byłby pełen grzesznych pragnień tego świata – nie mieliby ze sobą nic wspólnego. Wiem, że są marzyciele, którzy pragną wierzyć, że w śmierci dokona się taka przemiana, która sprawi, że umierający grzesznik zmartwychwstanie jako święty, ale jest to czysta iluzja. Dzieło przemiany nie dokonuje się w grobie. Ci, którzy umierają jako ludzie duchowi, takimi będą po zmartwychwstaniu. Ci, którzy umierają jako ludzie cieleśni, takimi pozostaną. Jeśli chcemy pasować do rzeczywistości niebiańskiej, przemiana naszego serca musi stać się teraz, tu na ziemi.
Ta nauka nie odnosi się jedynie do złych ludzi, takich jak złodzieje, czy mordercy, ale do wszystkich bez wyjątku. Dotyczy tak nisko jak i wysoko urodzonych; biednych i bogatych; wykształconych i niewykształconych; starych i młodych, gdyż wszyscy z natury są grzeszni. Dlatego właśnie Jezus powiedział, że jeśli się ktoś nie narodzi na nowo nie wejdzie do nieba. Być może trudno nam to przyjąć, ale tak właśnie powiedział nasz Pan. W Słowie Bożym znajdziesz potwierdzenie, że tak właśnie jest. |